Na zewnątrz

Przy wejściu do Instytutu zamontowana jest mezuza. Jest to małe pudełko, które zawiera zwoje z dwoma fragmentami Pisma, wieszane przez religijnych Żydów przy drzwiach ich domów. W Polsce, także w Kielcach, wciąż można znaleźć ślady po mezuzach przy wejściu do mieszkań, kamienic i innych budynków. Ponieważ mieszkańcy tych miejsc zazwyczaj nie opuszczali ich dobrowolnie, są one swego rodzaju bliznami po tragedii Zagłady. 

Oto słowa, znajdujące się na zwojach umieszczonych wewnątrz mezuzy. Ostatnie zdanie jest właściwie źródłem tej tradycji: 

Słuchaj Izraelu! Haszem Bóg nasz, Haszem jest Jedyny. Będziesz miłował Haszem Boga twego, z całego serca swego i z całej duszy swojej i z całej siły swojej. Niechaj słowa te, które Ja ci dziś nakazuję, będą na twoim sercu. Będziesz je wpajał twoim dzieciom i będziesz o nich mówił, przebywając w swoim domu, idąc drogą, kładąc się i wstając. I przywiążesz je jako znak do swojej ręki i będą między twoimi oczyma, i napiszesz je na bramach i na odrzwiach domu twego.Pwt 6:4-9 oraz 11:13-21

Mezuza powróciła na oścież kamienicy przy ulicy Planty 7 dnia 23 kwietnia 2015 roku, podczas uroczystości z okazji obchodów 10-lecia Stowarzyszenia, kiedy swoją działalnosć rozpoczął Instytut Kultury Spotkania i Dialogu. Zainstalował ją Naczelny Rabin Polski, Michael Schudrich, który powiedział wtedy, że ma ona przypominać wchodzącym i wychodzącym o codziennym obowiązku czynienia dobra. Warto zauważyć, że rabini nakazują usuwać mezuzy z domów, gdzie nie mieszkają Żydzi, by w ten sposób zapobiec zbezczeszczeniu świętego przedmiotu, jednak, zgodnie z XVI-wieczną tradycją, wywodzącą się od krakowskiego wybitnego nauczyciela Prawa, Mosze Isserles (Remu), pozostawia się jeden wyjątek - mezuzy nie należy usuwać, gdy do pożydowskiego domu wprowadzają się zaprzyjaźnione osoby, nie należące do Narodu Wybranego. Pozostawienie tego symbolu ma być wtedy wyrazem zaufania i szacunku.

Cieszymy się, że nasi żydowscy przyjaciele ufają nam, a mezuza każdego dnia przypomina nam o celu naszej działalności - budowania mostów tam, gdzie wcześniej były mury.

Duże zdjęcia przedwojennych żydowskich mieszkańców Kielc umieszczone w blendach - ślepych oknach, nocą podświetlone, są elementem, który chyba najbardziej rzuca się w oczy kielczanom i przyjezdnym, przechodzącym  obok kamienicy ulicą Planty. Wiążą się one z ekspozycją, która była prezentowana w Instytucie zaraz po inauguracji jego działalności: od 24 kwietnia 2015 gościła u nas wystawa "I ciągle widzę ich twarze...". Została ona stworzona przez fundację Shalom, która w 1994 roku zaapelowała o przysyłanie zdjęć Żydów polskich. W odpowiedzi nadesłano kilka tysięcy fotografii. Wybrana spośród nich kolekcja podróżuje po całym świecie. Po 21 latach od inauguracji wystawa zagościła w Kielcach. Zdjęcia, uzupełnione fotografiami Żydów kieleckich, zostały zaprezentowane nie tylko wewnątrz kamienicy przy Planty 7/9, ale także na jej ścianach zewnętrznych oraz na mostkach nad rzeką Silnicą. Po zakończeniu ekspozycji zdecydowano się pozostawić trzy portrety, które umieszczono w blendach. Kogo przedstawiają?
Berek Goldszajd.   Na zdjęciu ubrany jest w tradycyjny strój i wpatruje się w aparat mądrymi oczami, które wiele już widziały. Rzeczywiście, jego życie było długie i dane mu było wiele doświadczyć. Urodził się w 1856 roku w Chęcinach. Otrzymał staranne wykształcenie, płynnie mówił po rosyjsku, polsku, hebrajsku i w jidisz. Był oficerem, służył w 31. brygadzie artylerii armii rosyjskiej jako starszy pisarz i tłumacz. W 1885 roku poślubił Laję Kenigsztajn z Chęcin i wraz z nią przeprowadził się do Łopuszna. Mieli sześcioro dzieci. Dwa lata po przeprowadzce Berek otrzymał zgodę na otwarcie chederu w Łopusznie i zostanie mełamedem; uczył 12-ro dzieci. Rodzina i przyjaciele nazywali go „Berl Lejre”, co znaczyło „Berek nauczyciel”. Ponieważ język rosyjski był obowiązkowy, Berek uczył go we wszystkich chederach w Łopusznie. Pracował także w wydziale do spraw religii miejscowego urzędu miasta. Słynął z doskonałych listów do władz. W 1901 roku władze wyraziły zgodę na budowę nowej synagogi w Łopusznie. Berek Goldszajd zebrał pieniądze, nadzorował także budowę świątyni. Zmarł prawdopodobnie około 1935 roku. Został pochowany na cmentarzu na Pakoszu.
Hanka Goldszajd Córka Rywki i Jakuba Goldszajdów, wnuczka Berka Goldszajda. Urodziła się w 1925 r. w Kielcach. Mieszkała z rodziną najpierw przy ul. Leonarda 22, potem przy placu Leonarda 3, a przed wojną przy ul. Focha 26. Nie dane jej było przeżyć tak długiego życia, jakie darowane było jej dziadkowi. Po wybuchu wojny została w Kielcach z rodzicami i babcią. Wkrótce po wkroczeniu Niemców do Kielc cała rodzina została wyrzucona z mieszkania i przenosiła się z miejsca na miejsce, aż w końcu osiadła w niewielkim domku przy ul. Nowy Świat 15, należącym do krewnych rodziny. Hanka i jej bliscy mieszkali w nim, w pokoju na poddaszu, aż do likwidacji getta. W kwietniu 1940 r. Hance udało się nawiązać kontakt z bratem Abą, siostrą Sarą i jej mężem, którzy uciekli do Rosji. W listach opisywała sytuację domowników, trudne warunki życia oraz swoją tęsknotę. W sierpniu 1942 r. wraz z całą rodziną została wywieziona do Treblinki i zamordowana przez nazistów.  
Elka i Beinish Bakierman.  Trzecie zdjęcie to para okazujących sobie miłość małżonków. Zdjęcie pochodzi z 1935 roku. To niestety ostatnie szczęśliwe lata tych dwojga. Oboje zginą w obozie w Oświęcimiu.  

W roku 2006, kiedy obchodzono także 60. rocznicę pogromu, zapadła decyzja by w Kielcach odbyły się główne obchody IX Ogólnopolskiego Dnia Judaizmu. Uroczystości miały miejsce 17 stycznia i po raz pierwszy gospodarzem było miasto, w którym nie ma zorganizowanej Gminy Żydowskiej. Współorganizatorami obchodów byli biskup kielecki Kazimierz Ryczan i Stowarzyszenie im. Jana Karskiego. Dzień po głównych obchodach, 18 stycznia, na ścianie kamienicy przy ul.Planty 7 odsłonięto tablicę ze słowami modlitwy Jana Pawła II, którą włożył w Ścianę Płaczu podczas swojej wizyty w Jerozolimie:

Boże naszych ojców, Ty wybrałeś Abrahama i Jego potomków, aby przynieśli Twoje imię Narodom. Jesteśmy głęboko zasmuceni zachowaniem się tych, którzy w historii spowodowali, że te Twoje dzieci cierpiały i prosząc o Twoje wybaczenie, pragniemy zobowiązać się do prawdziwego braterstwa z narodem Przymierza.Jan Paweł II

W uroczystości przed kamienicą na Plantach uczestniczył także profesor Władysław Bartoszewski, który wkrótce po jej zakończeniu mówił:

Przypomnienie słów Jana Pawła II i utrwalenie ich w tej tablicy to dobra droga. To znak, że ziarno myśli Papieża – tu w Kielcach – padło na żyzną glebę. Teraz mieszkańcy Kielc mogą chodzić z podniesionym czołem, bo to miasto pokazuje wszystkim w Polsce jak sobie poradzić z trudnymi problemami historii. Trzeba jasno powiedzieć - ci, co żyją w tym mieście nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za to, co się tu stało. (...) Kielce pierwsze w Polsce, od kiedy tylko wolno było mówić prawdę, znalazły formułę wyjścia z kłamstwa i krętactwa.Władysław Bartoszewski
Uroczystości z okazji 70. rocznicy pogromu rozpoczęły się 2 lipca. W południe prezydent Kielc Wojciech Lubawski i prezes Stowarzyszenia im. Jana Karskiego Bogdan Białek odsłonili dwie tablice kommemoratywne, zamontowane na kamienicy przy ul. Planty 7. Na pierwszej z nich zacytowana jest wypowiedź św. Jana Pawła II z homilii wygłoszonej 3 czerwca 1991 roku w Masłowie k. Kielc:

W lipcu 1946 roku w Kielcach zginęło ze zbrodniczych rąk wielu braci Żydów. Polecamy ich dusze Bogu.

Jak wspominał podczas odsłonięcia tablic Bogdan Białek, to krótkie zdanie papieża-Polaka wywołało krytykę ze wszystkich stron: - Jeden z publicystów kieleckich napisał: "Po co papież to mówi? Jak długo nam, kielczanom można wypominać tę zbrodnię z 1946 roku?" To było w 1991 roku, 25 lat temu. Do 1991 mało kto o tym mówił. (...) Z drugiej strony znany publicysta żydowski mówi: "Za mało papież powiedział. Powinien powiedzieć jeszcze to, to i to...". To wywołało niezadowolenie ze wszystkich stron. Ale jeśli wczytamy się w to jedno krótkie zdanie, proszę zwrócić uwagę, jak ono było na tamte czasy niezwykle mocne. Dlaczego? Bo zwracało naszą uwagę na ofiary. - mówił Białek. - Papież nie wdawał się w osąd tego wydarzenia, w dywagacje historyczne. Zwracał naszą uwagę na ofiary, czyli na tych, na których nasza uwaga powinna być zwrócona - dodał prezes Stowarzyszenia.

Na drugiej tablicy znalazło się przesłanie papieża Franciszka z listu z 1 marca 2016 roku do rabina Abrahama Skórki:

Odnośnie tego, co napisałeś mi dziś na temat Kielc, zawsze będę po stronie przebaczenia i pojednania. Otwarte rany to nic dobrego, i mogą prowadzić do dalszych zakażeń. Ale kiedy się zasklepią, zostają jedynie blizny, które, z czasem, stają się integralną pozostałością w naszej historii.Papież Franciszek

Do słów papieża Franciszka odniósł się biskup kielecki Jan Piotrowski: – Moi drodzy, obejrzyjcie sobie wasze ręce, popatrzcie może gdzieś na waszą twarz, czy są jakieś blizny. Bo ja takie mam. Wygoiły się. Zapominamy o pewnych wydarzeniach, ale blizny nam o czymś przypominają. Bo blizny są znakiem historii.

Przez ponad 40 lat temat pogromu stanowił swego rodzaju tabu. O wydarzeniach z 1946 mówiono jedynie w prywatnych rozmowach, poza anonimową mogiłą na kieleckim Pakoszu w żaden sposób nie upamiętniono ofiar pogromu. Dopiero po przemianach ustrojowych, w 1990 roku umieszczono na kamienicy przy Planty 7/9 dwie tablice kommemoratywne - jedną wykonano ze sjenitu, drugą z wapienia pińczowskiego. Kształt obu tablic jest stylizowany na macewy – żydowskie nagrobki, u góry każdej z nich widnieje gwiazda Dawida. Pierwsza z tablic została wmurowana z inicjatywy Lecha Wałęsy, ówczesnego przewodniczącego NSZZ Solidarność, a sfinansowała ją Fundacja Nissenbaumów. "W strugach deszczu, jakby niebo chciało przyłączyć się do żałobnej uroczystości, trwali zebrani przed budynkiem przy ul. planty 7 w oczekiwaniu na odsłonięcie tablicy" – pisała dzień po obchodach 44. rocznicy pogromu, 5 lipca 1990, lokalna gazeta „Słowo Ludu”. List od Lecha Wałęsy odczytał jego rzecznik prasowy, Jarosław Kurski. Przemawiali Zygmun Nissenbaum, założyciel i prezes fundacji noszącej nazwisko jego rodziny, oraz Arkadiusz Płoski, ówczesny prezydent miasta. Po południu w Pałacyku Zielińskich odbył się koncert muzyki żydowskiej. Niestety, uroczystość zakłócił przykry incydent: poprzedniego dnia wieczorem ktoś zbezcześcił nagrobek ofiar na cmentarzu, oblewając go farbą olejną. Druga tablica była inicjatywą prywatną i została umieszczona symetrycznie po drugiej stronie kamienicy.

Trzecia, żeliwna tablica, umieszczona jest na słupku pozostałym z dawnego ogrodzenia wokół posesji przy Planty 7/9. Widnieje na niej napis: „Pamięci ofiar pogromu kieleckiego w 50 rocznicę. Kielczanie”. Tablica została wymieniona przez władze miasta w 2017 roku po wielu monitach Stowarzyszenia im. Jana Karskiego – na wcześniejszej, oryginalnej tablicy z 1996 roku w miejscu słów „pogromu kieleckiego” widniało dwuznaczne sformułowanie „pogromu żydowskiego”. Tablica w tym miejscu została wmurowana podczas uroczystości związanych z 50 rocznicą pogromu w 1996 roku. Obchody przewidziano na niedzielę, 7 lipca, a uczestniczyli w nich m.in. premier Włodzimierz Cimoszewicz, Elie Wiesel, laureat pokojowej nagrody nobla, bp. Tadeusz Pieronek, sekretarz generalny Episkopatu Polski. „Dla kielczan była to uroczystość bardzo trudna. Bo to stało się tutaj. Nie możemy wykręcić się od dziedzictwa hańby: w środku pogodnego dnia dokonała się zbrodnia; dziedziczymy ją wraz z historią miasta. Niezależnie od tego, kto zabijał: robotnik z huty ,.Ludwików", rozhisteryzowana kobieta, milicjant, czy żołnierz” – pisało „Słowo Ludu”.

Jeśli z Instyutu pójdziemy z biegiem rzeki Silnicy, dojdziemy do jej skrzyżowania z głównym deptakiem miasta, ulicą Sienkiewicza. Tam, w samym sercu Kielc, na mostku, zlokalizowana jest "Ławeczka Karskiego". Pomnik autorstwa Karola Badyny przedstawia postać Jana Karskiego, patrona Stowarzyszenia. W całości wykonana z brązu, rzeźba przedstawia bohatera siedzącego na ławeczce, z laską, zamyślonego nad szachownicą. Lokalizacja pomnika nie jest przypadkowa, ma ona głęboko symboliczny wymiar. Kilkadziesiąt metrów dalej pod adresem Planty 7 rozegrały się bowiem główne wydarzenia pogromu kieleckiego. Także szachownica nie jest elementem przypadkowym - szachy to ulubiona rozrywka profesora Karskiego. Podczas gry w szachy zasłabł i zmarł. Układ szachów to tzw. partia Karskiego. Figury ustawiono w ten sposób, że niezależnie od kolejnego ruchu czarnych Karski i tak wygra białymi, co symbolicznie oddaje jego przekonanie, że nasze drobne dobre działanie może zmieniać świat na lepszy.

Uroczyste odsłonięcie pomnika odbyło się w Kielcach 23 kwietnia 2005 roku. Fundatorem było Stowarzyszenie im. Jana Karskiego. Pomnik ten jest drugim z serii rzeźb pomnikowych poświęconych pamięci Jana Karskiego. "Ławeczki Karskiego", z których każda jest inna, powstały po 2000 roku także w Waszyngtonie, Nowym Jorku, Łodzi, Tel-Awiwie, Warszawie i Krakowie.

Ok. 250 metrów od Instytutu, przy ulicy IX Wieków Kielc, nieopodal rzeki Silnicy, znajduje się pomnik „Menora”. Rzeźba upamiętnia kieleckich Żydów, którzy zginęli w Zagładzie. Odsłonięta została w 2007 roku, podczas obchodów 65. rocznicy likwidacji kieleckiego getta. Ufundowali ją: Bogdan Białek, prezes Stowarzyszenia im. Jana Karskiego w Kielcach, Andrzej i Stanisław Białkowie oraz Marek Maciągowski. Jej autorem jest Marek Cecuła, syn kieleckiego Żyda ocalałego z getta i pogromu 1946 roku, który większość swojego życia spędził w Izraelu i USA, a od kilku lat znów mieszka w Kielcach. Obok menory umieszczono tablicę upamiętniającą ofiary getta w języku polskim, jidysz i angielskim oraz tabliczkę z informacjami o getcie kieleckim. U dołu znajduje się mała szklana płytka, zawierająca kartę z modlitwą Shema Israel w języku hebrajskim.

Podczas odsłonięcia pomnika menory spotkali się przedstawiciele polskiego rządu i kancelarii prezydenta RP, władz samorządowych województwa świętokrzyskiego i Kielc oraz liczni kielczanie. Obecny był także Yossef Levy, radca ds. polityki i wiceambasador Izraela w Warszawie oraz Michel Schudrich, naczelny rabin Polski. Przywitał ich Bogdan Białek, prezes Stowarzyszenia im. Jana Karskiego w Kielcach. - 65 lat temu zamordowano co trzeciego mieszkańca Kielc. 65 lat temu niemieccy naziści wymordowali ponad 20 tys. ludzi, o których mówili, że nie są ludźmi. 200 metrów stąd jest budynek szpitala, którego pacjentów uśmiercono trucizną. 400 metrów stąd, na skarpie nad Silnicą, mordowano dzieci z sierocińca. Po pięć jednym strzałem. Ten pomnik nie jest potrzebny tym, którzy odeszli, ale nam, żebyśmy pamiętali. Nie pozwoli umrzeć pamięci – mówił podczas uroczystości Białek.

Naprzeciw kamienicy przy ulicy Planty 7, po drugiej stronie Silnicy, znajduje się skwer noszący imię Ireny Sendlerowej – kierowniczki referatu dziecięcego Rady Pomocy Żydom („Żegoty”), odznaczonej tytułem Sprawiedliwej wśród Narodów Świata, kobiety, która uratowała przed zagładą ok. 2500 żydowskich dzieci. Upamiętnienie osoby, która miała odwagę wielokrotnie ryzykować swoje życie dla innych bez względu na ich wyznanie czy narodowość, nieopodal miejsca zbrodni z 1946 roku, jest niezwykle znaczące. Teren tętni życiem – znajduje się tam obszerny plac zabaw. Jest to jednak miejsce zaniedbane. Trwają przygotowania do rewitalizacji skweru.

Przy zbiegu ulic Planty i Piotrkowskiej znajduje się pomnik „White Wash II” poświęcony ofiarom pogromu autorstwa amerykańskiego artysty, Jacka Sala. Jest to dwumetrowej wysokości mur w kształcie cyfry 7 (nawiązanie do numeru kamienicy przy Plantach, a także do jej bryły) wzniesiony z betonowych bloczków, spośród których 42 (symbolizujących liczbę ofiar) pokrytych jest ołowianymi płytkami. Reszta bloczków, pobielona wapnem, ma symbolizować zachowanie pamięci o tragicznym wydarzeniu. Pomnik został zrealizowany z funduszy rządowej  Komisji Stanów Zjednoczonych d/s Zachowania Amerykańskiego Dziedzictwa Za Granicą. Wedle założeń twórcy pomnik miał być nowoczesny, odchodzący od klasycznej formy monumentu upamiętniającego tragiczne wydarzenie. Miał stać się elementem życia miasta. Niezrozumiały dla wielu Kielczan, nie przejął funkcji miejsca pamięci. Podczas jego odsłonięcia, 4 lipca 2006 roku, na terenie zielonym w jego sąsiedztwie zasadzono trzy dęby – „Drzewa Pokoju”.

Idąc dalej ulicą Piotrkowską, która stanowiła południową granicę kieleckiego Dużego Getta, dochodzimy do ulicy Mojżesza Pelca. Dr Mojżesz Pelc (1888-1941) był lekarzem i żydowskim działaczem społecznym. W przedwojennych Kielcach współpracował ściśle z prezydentem miasta Stefanem Artwińskim, był również dyrektorem Szpitala Żydowskiego, którego pawilon stanowi  dziś część Szpitala św. Aleksandra. W 1939 okupacyjne władze wyznaczyły go na prezesa Judenratu. Szybko  zrezygnował z tej funkcji, obejmując stanowisko dyrektora szpitala w getcie. W 1941 został aresztowany i wywieziony do obozu w Oświęcimiu, gdzie zamordowano go 8 września: SS-man butem zmiażdżył mu krtań. Stowarzyszenie im. Jana Karskiego wystąpiło o upamiętnienie  jego osoby w 2011 roku, gdy wyburzono budynek w pasie zieleni między jezdniami ulicy Warszawskiej, w którym mieścił się żydowski szpital na terenie getta, kierowany przez dr. Pelca.

Cmentarz żydowski w Kielcach znajduje się w południowej części miasta, w dzielnicy Pakosz, nieopodal drogi wylotowej w kierunku Krakowa. Został on założony w 1868 roku, niedługo po wprowadzeniu się do miasta pierwszych żydowskich mieszkańców. Zaledwie nieco ponad 70 lat służył miejscowej wspólnocie. Podczas wojny został zdewastowany i zbezczeszczony, tu również dokonywano egzekucji. Ze zniszczonych nagrobków stworzono w 1981 lapidarium naprzeciw wejścia do cmentarza.

Cmentarz znajduje się pod zarządem Żydowskiej Gminy Wyznaniowej w Katowicach, choć Stowarzyszenie im. Jana Karskiego wciąż angażuje się w utrzymanie nekropolii w należnym porządku. Chcący nawiedzić cmentarz proszeni są o kontakt z p.Marianem Krężołkiem, tel. 783 084 183 lub 783 084 072. By zachować należny szacunek oraz zapewnić utrzymanie odpowiedniego stanu estetycznego prosimy o stosowanie się do Regulaminu.

8 lipca 1946 na cmentarzu pochowano ofiary pogromu kieleckiego. Na ich mogile ustawiono niewielki obelisk z napisem „Tu spoczywają prochy 42 ofiar zajść kieleckich z dn. 4 lipca 1946 r. Cześć ich pamięci!”. W 2005 roku, podczas 64. rocznicy pogromu, dedykowano nowy grób, zbudowany z inicjatywy Stowarzyszenia im. Jana Karskiego. Autorem projektu przebudowy był Marek Cecuła, który wyjaśniał, że tworząc wizję grobowca, dążył do nadania jej głęboko symbolicznej formy –nagrobna, sześciometrowa płyta z czarnego marmuru jest pęknięta, tak jak nagle przerwane zostało życie pochowanych pod nią osób. W jej środku artysta umieścił symboliczną gwiazdą Dawida i datę „4 VII 1946”. Na płycie grobowca znalazły się nazwiska pomordowanych oraz krótki opis zajść sprzed 64 lat: w języku hebrajskim, angielskim i polskim, a także w jidysz.

Obok grobu stanął przywieziony z Izraela 450-kilogramowy głaz. Jest on darem Ziomkostwa Żydów Kieleckich. Kamień ten ma symbolizować niespełnione marzenie ofiar pogromu o wyjeździe do Palestyny.

Drugi, równie poruszający, grób znajduje się w narożnej części cmentarza. To mogiła 45 dzieci zamordowanych w 1943 roku. Na jego płycie modlący się oprócz zniczy kładą zabawki. Dzieci pochodziły z obozu pracy zlokalizowanego między ulicami Jasną i Stolarską. – 23 maja 1943 roku ustawiono nas wszystkich na placu znajdującym się na terenie obozu. (...) Na tym placu stali wszyscy dorośli i dzieci. Byli tam też moi rodzice. Nagle ktoś chwycił mnie za kark i zaciągnął do takiego małego, starego, niskiego domku. Kiedy szarpiąc się krzyknąłem, że chcę do rodziców ten człowiek mocno uderzył mnie w twarz. Przeczuwałem, że może stać się coś bardzo złego" – tak w liście, który został odczytany podczas obchodów 70. rocznicy rozstrzelania dzieci żydowskich w Kielcach, opisywał Stefan Zabłocki, jeden z ocalałych. Miał wtedy 13 lat. Przeżył, bo razem z dwoma kolegami ukrył się na poddaszu. Chłopcy przebywali tam cztery dni. W ucieczce pomogli im więźniowie obozu.